Bohaterowie

niedziela, 29 marca 2015

DATA RUSZENIA BLOGA (:

No hej. Choć na tym blogu pojawił się już prolog, muszę popracować jeszcze nad rozdziałami i wyglądem. Muszę skończyć jeszcze jednego bloga, aby ten mógł zacząć działać. Postanowiłam, że data rozpoczęcia tego bloga to:
10 lipca! 
Zapraszam na inne moje blogi, które ułatwią w dużym stopniu wyczekiwanie tutaj 1 rozdziału. :)

środa, 4 marca 2015

Day 1

- Rose, Eleanor! - mama wpadła do naszego pokoju, odrzucając puszyste kołdry na podłogę. Obudził mnie jednak nie jej poranny wrzask, tylko oślepiające światło, wpadające przez rozsunięte zasłony wprost na moją bladą twarz.
- Mamo, jeszcze tylko 5 minutek... - narzekała wciąż Rose. Moja młodsza siostra była niezwykłym leniuchem. Okryła się swoją poduszką w misie, ale mama nie dawała za wygraną. Ja natomiast kierowałam się już w stronę łazienki. 
Mieszkaliśmy skromnie. Tylko ja, Rose i mamcia. Nikt więcej. Nigdy nie poznałam swojego ojca. Wiem tylko tyle, że na ZAWODACH DZIESIĘCIU NOCY był najlepszy. Rose nie ma pojęcia, że jej tatuś zginął za sprawą mężczyzny, który za to wszystko, co dzieje się na świecie, ma odpowiedzialność. Debilny Aron Xaven. Ale nie mówię jej tego. Ma dopiero 9 lat, nie chcę aby na jej głowie prócz zaginionych lalek, stanęła śmierć taty.
Weszłam do łazienki. Ze spuszczoną głową podążyłam w stronę lustra i zatrzymałam się naprzeciw niego. Nie podniosłam wzroku. Nie miałam odwagi. Przepłukałam kilka razy twarz, a następnie umyłam włosy. Mama pomogła mi zapleść długiego warkocza.
- Ślicznie dziś wyglądasz wiesz? - zagadnęła, całując mnie w policzek.
- Nie musisz mi pogarszać humoru... - westchnęłam.
- Nie bój się. Będzie dobrze.
- Wcale nie będzie dobrze.
Kobieta popatrzała na mnie swoimi zielonymi oczami. Wkrótce dołączyła do nas mała Rose.
- Mamo.. Można zabrać tam zabawki?
Spojrzałam pytająco na kobietę, z którą spędziłam dotychczas całe swoje życie. Ona tylko przymknęła powieki i już otwierała usta, kiedy jej przerwałam:
- Jasne, że możesz. Wpakuj jej do torby. 
- Eleanor! - wybuchnęła mama po wyjściu małej dziewczynki.
- Co? Genewy nie mogą nam odebrać wspomnień!
Wyszłam z łazienki. Moją uwagę od razu przykuło granatowe niebo, które ciemniało z każdą kolejną minutą. Otarłam resztki potu i wsadziłam ostatnią rzecz do swojej kieszeni - broń. W genewach nie wiadomo czego się spodziewać. Moje przemyślenia przerwał płacz mojej młodszej siostry. O nią najbardziej się bałam. Jeśli trafimy do innych genew, nie mam pojęcia co zrobię. Po chwili do pokoju wszedł zdyszany Jim - mój przyjaciel. Miał jasne blond włosy i wręcz czarne oczy. Teraz był nieco przesiąknięty od deszczu. 
- Siadaj i opowiadaj - podeszłam do niego, a mama podała mu krzesło. Ten przetarł lekko oczy.
- Eleanor, już czas. 
Po raz pierwszy zwrócił się do mnie w taki sposób. Miał zdecydowany wyraz twarzy, a jego ton głosu poważny. Jeszcze użył mojego normalnego imienia! Zwykle mawiał w skrócie "Elea". 
- Mamo.. ja nie chcę - rozbeczała się znów Rose. Mi również pojawiło się kilka łez na policzkach. Nie potrafiłam ciągle udawać silną osobę.
- Mamo. Kocham cię - pożegnałam się z jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Ta uśmiechnęła się do mnie i kazała nam wyjść. 
- Rose. 
- Mami.
- Rose. Pamiętaj, że zawsze jestem przy Tobie. Elea cię z tego wyciągnie. 
- Ja nie chcę do genewy. 
- Dasz radę - matka przytuliła swoją najmłodszą córkę. Do ręki podała jej małe urządzonko, z zielonym laserem.
- Co to?
- To rytakwarator. Powoduje odrętwienie każdej części ciała. Kocham cię.
- Ja bardziej mamusiu.
Jeszcze raz się przytuliły. W tym momencie do salonu wszedł napastnik jednej z genew i rzucił matką o ścianę. Jej mocne ciało poturbowało się na kilka kawałków. Zmarła na oczach swojej córki. A to najgorsza śmierć na świecie. 

___________________________
Jest prolog! Co o nim sądzicie? ^^